Długa przerwa i..

I jak tu być ekonomistą. Stawanie się ekonomistą to nie sensu stricto zdobywanie wiedzy, ale umiejętność obserwacji, analizy i postrzegania. Ekonomia to coś więcej niż nauka. Nie można być ekonomistą w pracy a po 8 godzinach wyłączyć ten tryb.

I stąd też ta przerwa w pisaniu. Z ekonomią jest jak z tangiem. Miłość, złość, miłość. Uczucie niedostatku wiedzy jest przytłaczające. Najpierw zachłyśnięcie się niesamowitością tej nauki a następnie stagnacja i poczucie niemożliwości zrozumienia i pochłonięcia całej wiedzy ekonomicznej.

Tym samym, stawanie się ekonomistą to też zrozumienie, zaakceptowanie własnych braków i nieskończonej ilości materiału oraz ich sukcesywne pochłąnanianie. To jest w niej właśnie pięknie, ale to zobaczenia tego trzeba dorosnąć, ochłonąć i patrzeć szerzej.

Ekonomia to też stereotypowe pieniądze, inwestycje, ale też zachowania ludzkie, odmienności w ich postępowaniu, ustalanie nowych praw, obalanie starych, przeprowadzanie badań i badań powtórnych oraz marketing, tworzenie treści reklamowych czy perswazja. Ekonomia to także biznes, polityka, życie = niekończące się tematy.

Nie ma sfery życiowej w której nie ma ekonomii nawet jeśli bardzo byśmy się starali jej uniknąć. Nie ma także zawodu w którym nie wykorzystuje się ekonomii (po co więc wyuczać się innych zawodów? Żeby ekonomiści mieli co badać 🙂 )

Reasumując ten krótki wywód, czas stagnacji w końcu minął i nareszcie można wrócić do dzielenia się treścią 🙂

Do usłyszenia!

 

Reklamy

Robotyzacja a ekonomia

Transformacja świata jest nieodzownym elementem naszego życia. Zaczynaliśmy od patyków, przez kamienie, brązy, żelaza i doszliśmy powoli, bo powoli, do ery cyfryzacji, która stopniowo rozwija się i zmienia w czasie.

Niemalże każde nowe rozwiązanie ma trzy główne cele: usprawnienie życia użytkownikom, obniżenie kosztów produkcji oraz oczywiście zwiększenie popytu na dane dobro lub usługę (tym samym zwiększenie obrotów firmy).

Rozwój miał, ma i mieć będzie różne oblicza. Zacznijmy tym samym od prekursora innowacyjności i mistrza obserwacji – Henry’ego Forda. W XX wieku, kierowany myślą, że samochód musi być tani i możliwy do kupienia przez każdego, udoskonalił proces produkcji aut wprowadzając masową produkcję poprzez zastosowanie taśm produkcyjnych, które przemieszczały samochód na kolejne etapy. Zmniejszył czas wytwarzania samochodów, znacząco obniżył  koszty produkcji ( obniżył czas produkcji z 12h do 1,5h co oznacza, że w zaoszczędzonym czasie produkowane mogły być kolejne jednostki, ponadto jednostkowe koszty produkcji zostały obniżone – m.in. koszty związane z energią, wynagrodzeniem pracowników (ilość godzin pracownika jaką poświęca na pracę przy jednym samochodzie*stawka godzinowa)).

Jak to możliwe? Henry Ford stwierdził, że każdy może zakupić samochód w dowolnym kolorze o ile będzie to Czarny Ford model T . Dzięki pewnym i odważnym działaniom, spowodował znacząco zwiększenie popytu a co za tym idzie podaży na samochody. Robotnicy i farmerzy, których wcześniej nie było stać na kupno auta, zazdrościli jedynie bogatej klasie wyższej (potrzeba już ujawniona – robotnicy chcieli mieć, ale ich fundusze na to nie pozwalały), po obniżeniu ceny samochodu o ponad połowę, mieli w końcu możliwość zakupu.

Rozwój następował niemal równolegle w różnych obszarach życia i nie zakończył się na rozwoju automobili. Wynalezienie żarówek, urządzeń, niewiele później komputerów. Odkrycia goniły odkrycia, a nieprzekraczalne wcześniej granice były wręcz przeskakiwane i „nie” przekraczało na kolejne etapy.

Dzisiaj natomiast, żyjąc w dobie digitalizacji, mamy do czynienia z rozwojem elektroniki, robotyzacji. Coraz częściej maszyny zastępują pracę człowieka obniżając przy tym koszty, usprawniając pracę, zwiększając wydajność produkcji, ale zmniejszając ilość miejsc pracy dla ludzi. Ponadto, to co dla przedsiębiorców jest istotne – maszyny nie organizują protestów, popełniają mniej błędów i można je „bezkarnie” wymieniać nie zważając na regulacje prawne.

Tu właściwie dochodzimy do powodu dla którego ten temat poruszyłam właśnie dzisiaj. Ostatnio w sieci dużą popularnością cieszył się artykuł o zastąpieniu 90% pracowników robotami. W rezultacie przełożyło się to na zniwelowanie błędów występujących w czasie produkcji z 25 do 5. Ze względu a spadek liczby bubli 5x, produkcja może biec dalej zamiast naprawiać błędy oraz nie ma potrzeby wydawania pieniędzy na surowce do produkcji. Tym bardziej, że opisywane przedsiębiorstwo zajmuje się technologiami precyzyjnymi, gdzie części są drogie a czas wytworzenia z nich finalnego produktu długi. Dodatkowo, zwolnienie 590 pracowników obniża niepodważalnie koszty jakie ponosiła fabryka w związku z kosztami zatrudnienia.

Zmiany te budzą niemały podziw. Oczywiście, fakt, że 590 pracowników straciło pracę jest przerażający, ponieważ część z tych osób będzie zmuszona (lub z wyboru) do życia na zasiłkach. I tu pojawia się pierwszy problem ekonomiczny. Skoro praca tych ludzi zastąpiona została przez pracę robotów, to kto będzie i w jaki sposób zasilał budżet Państwa?

Prawdą jest, że w pierwszych latach rozwój robotyzacji będzie eliminował jedynie słabsze, mniej wykształcone jednostki, z czasem bardziej wykształcone, a później? Do czego prowadzi przesuwanie nieprzekraczalnej dotychczas granicy ‚zastępowalności’? W pierwszych latach do usprawnienia pracy, spadku kosztów a co za tym idzie spadku cen produktów. Coraz więcej ludzi pracujących będzie stać na produkty, które wcześniej były poza ich zasięgiem.

Tym samym, zaczynając od dolnych granic – najpierw najmniej wykształceni zostaną zastąpieni przez roboty, później przesuwamy coraz wyżej, wyżej aż dochodzimy do szczytu. Więc nawet taniość produktu czy usługi nie będzie wystarczającym argumentem do dokonania zakupu.

Kontrargument jaki mógłby się pojawić, że roboty nie są w stanie zastąpić umysłowej pracy ludzkiej, kreatywności i elastycznego reagowania. PRAWDA, ale tylko na razie. Dlaczego? Parę lat temu nikt nie uwierzyłby w możliwość zastąpienia ludzkiej precyzji w pracy z technologią czy prac fizycznych przez roboty. W XIX wieku huty wprowadziły maszyny, aktualnie roboty zastąpiły pracowników w pracowniach technologii precyzyjnych a na niektórych stronach jesteśmy w stanie rozmawiać z robotami. Otóż prawda jest taka,że zastąpienie pracowników umysłowych przez roboty jest etapem następnym po wprowadzeniu maszyn czy produkcji taśmowej, czyli kwestią czasu. Umysł ludzki jest być może niewykorzystywany w pełni, ale mimo wszystko ograniczony, natomiast potencjał robotów jest niewyobrażalny. Kolejne „ale” – przecież to ludzie tworzą roboty, programują je, naprawiają, wprowadzają poprawki. Owszem, ale tylko na razie,bo jest to jedynie jedna z nieprzekraczalnych dotychczas granic.

Kolejnym etapem jest zastąpienie pracowników umysłowych robotami, a potem? A potem czas pokaże, bo możliwości jest tyle ile kierunków w rozwoju globalizacji.

A ekonomia? Z ekonomicznego punktu widzenia, wspominane przy każdym z wcześniej wymienionych kierunków rozwoju – obniżanie kosztów, które prowadzi do zwiększenia popytu na większość dóbr jest celem każdego przedsiębiorcy . Nie mniej jednak, należy pamiętać, że nie produkcja się tak naprawdę liczy, ale popyt na wytwarzane dobra czy usługi, ponieważ od niego zależy sens podejmowanych działań. Tym samym, jeśli roboty zastąpią pracę ludzką, zostanie jedynie najwyższy zarząd, wówczas tylko właścicieli firm stać będzie na zakup różnych dóbr i usług. Pozostałe osoby, które zostaną bezrobotne, nie będzie stać na zakup nawet podstawowych dóbr, ponieważ to dochód z podatku dochodowego jest jednym z strumieni zasilających budżety Państw,a gdy nie ma tego dochodu, nie ma funduszy niezbędnych do sfinansowania zasiłków do życia bezrobotnych, ubezpieczeń, refundacji, nie ma funduszy na inwestycje. Zaczynają wówczas rządzić przedsiębiorcy, którzy jako jedyni mają potencjał do dodatniego wyniku konta bankowego, chociaż.. i ich możliwości ograniczają się do zdobywanych funduszy w procesach kupna -sprzedaży, które w tym jakże czarnym, niczym z filmów sci-fi scenariuszu , zależą od zakupów, których w pewnym momencie i tam zabraknie, gdy fundusze się ulotnią.

Ponadto, to co najważniejsze, to należy pamiętać, że konsekwencją wysokiego bezrobocia w pierwszych etapach jest migracja zarobkowa. Ludzie szukając zatrudnienia przeprowadzają się do innych krajów. Jedną z konsekwencji tego faktu są patologie społeczne – rozbite rodziny, depresje. Dla Państw wiąże się to ze stratą inwestycji (nauka w szkołach czy na studiach jest inwestycją Państwa w rozwój przyszłego pracownika).*

Ponadto, tam gdzie brakuje pracy rozwija się szara (półlegalna) a następnie czarna (nielegalna) strefa. Wiąże się to z rozwojem patologii, nielegalnych interesów.

Odbiegając dużo dalej, rozwój patologii, biedy i wysokiego bezrobocia w konsekwencji prowadzi do rozprzestrzenienie się chorób, które w początkowych stadiach mogły być niegroźne, jednak nieleczone wywołują epidemię. A z czego leczyć, gdy brak zarówno funduszy w prywatnych portfelach jak i w skarbcu?

Dlaczego tak czarny scenariusz przewiduję z punktu widzenia ekonomii? Należy spoglądać na problem z różnych perspektyw, przygotowując się na wszystkie możliwe kierunki rozwoju. Jednak to zawsze los zweryfikuje wszelkie hipotezy, bo jedna najmniejsza wprowadzona decyzja , może zburzyć cały stos najbardziej prawdopodobnych, najskrupulatniej przemyślanych możliwości.

To co należy pamiętać, to fakt, że najczarniejsze scenariusze w większości się nie sprawdzają  ponieważ świat w dużej mierze tworzą ludzie a oni, mimo częstych działań, które zakrawają o autodestrukcję, nie pozwolą w konsekwencji na jej urzeczywistnienie.

Mówi się, że świat się „oczyszcza” – dinozaury wyginęły ponoć przez meteoryt, wierzący twierdzą, że wystąpił potop, które oczyścił świat a ekonomia twierdzi, że koło się zatacza. Dlatego rozpoczynając naukę ekonomii, uczy się wpierw jej historii, ponieważ błędy z przeszłości pojawiają się w teraźniejszości.

Przykład? Lata 90, ludzie zachłysnęli się szybkością z jaką pędzi świat. Szybkie jedzenie, szybkie bary, szybsze samochody, szybszy wybór. Okazało się, że nie trzeba wydawać fortuny na ubrania, można kupić je taniej, stały się bardziej przystępne także pod względem lokalizacji. Rozpoczęła się era bylejakości. Liczyła się już szybkość usługi czy otrzymania towaru a nie kraj jego pochodzenia, skład czy misje i wizje przedsiębiorstw.

Dzisiaj, ludzie wracają powoli do poprzednich upodobań, restauracji typu slow-food, powstają kampanie, które promują czytanie składów i sprawdzanie krajów pochodzenia produktów. Tanie buble odchodzą powoli na drugi, trzeci plan a dla niektórych straciły absolutnie na znaczeniu.

Ponadto, wraca się już do manufaktur, haftów, ręcznych, mozolnych, ale wartościowych produktów.

Wracając więc do clou rozważań. Co przyniesie robotyzacja? Pokaże to etap w którym świat się zatrzyma i postanowi zatoczyć koło. Pytanie tylko w którym momencie to nastąpi, która „nieprzekraczalna” granica zostanie przekroczona i jakie skutki globalizacji przed powrotem będą zbyt trudne do naprawy. Prawda jest taka,że czeka nas jeszcze dużo ułatwień i usprawnień co nastraja pozytywnie – model apple wersja 3000, przesyłanie przez internet zapachów, czytanie myśli dla osób chorych . A to co jest pozytywne to przywiązanie do obrony przyrody, tym samym globalizacja nie przynosi fali śmieci a jedynie falkę. A co ze smogiem? Na walkę z nim trzeba przeznaczyć jeszcze wiele lat, masę funduszy i jeszcze więcej świadomości i wiedzy ludzkiej. Pytanie, które jak zawsze się nasuwa, czy odwrót i naprawa nastąpią w czas. Czy ze zmian i możliwości będziemy korzystać mądrze? Czy odpowiednie osoby dojdą do władzy? 🙂

 

*Temat migracji jest tematem rozległym. Szerzej w kolejnym poście.

Rozwój Gospodarczy Regionów – konferencja i rozwinięcie tematu

Rozwój Gospodarczy Regionów to temat konferencji w której ostatnio czynnie uczestniczyłam. Zakres tematyczny prezentowanych artykułów był bardzo szeroki, a poruszane wątki szalenie istotne.

Począwszy o rozwoju miasta w którym odbyła się konferencja – Rzeszów, po narzędzia jakie stosują inne miasta jak Katowice czy Kielce. Tego typu wydarzenia przynoszą wiele wartości, ponieważ osoby z różnych części Polski wymieniają się spostrzeżeniami, rozwiązaniami, które z sukcesem stosowane są w ich miastach. Na przykład w mieście Katowice, wykorzystywane są różnorodne aplikacje mobilne, które usprawniają możliwość odnalezienia ciekawych eventów w mieście czy nawet galerii. W Rzeszowie są portale internetowe, ale popularność aplikacji jest znikoma. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że Rzeszów nie należy do najbardziej imprezowych miejsc w Polsce. Kultura nie jest również aż tak rozpowszechniona.

Dlaczego?

Marka miasta Rzeszów to miasto innowacyjne, miasto owszem nowych technologii i rozwiązań, ale usprawniających pozostałe aspekty, promowanie niewielkiej ilości imprez nie jest tak potrzebna jak na przykład promocja konferencji, szkoleń czy warsztatów jak zbudować własny startup lub być przedsiębiorczym.

Rozwijając temat marki miasta, moje wystąpienie dotyczyło właśnie marki miasta Rzeszów w której sprawdzałam jak założenia odnośnie miasta zderzają się w opinią mieszkańców oraz osób przyjezdnych. Ten aspekt jest niezwykle istotny i stanowi punkt wyjściowy do tworzenia strategii budowania marki miasta, ponieważ pokazuje szeroki pogląd osób na poszczególne części składowe – czystość miasta, bezpieczeństwo czy potencjał gospodarczy, naukowy.

Na podstawie badań przeprowadzonych metodą doboru kwotowego na 600 osobach, okazało się, że zarówno mieszkańcy jak i przyjezdni w podobny sposób oceniają miasto twierdząc, że jest ono atrakcyjne zarówno dla inwestorów jak i dla mieszkańców czy przyjezdnych.

To bardzo budujące, ponieważ oznacza to, że miasto posiada wysoki potencjał oraz spektrum możliwości rozwoju, które należy wykorzystać.

Z czego tak pozytywny odbiór wynika skoro żyjemy w czasach wszechobecnej krytyki?

Miasto Rzeszów swój dynamiczny rozwój rozpoczął stosunkowo niedawno i intensywnie co odbiera odwagę malkontentom do zwrócenia uwagi, ponieważ nie spotkałaby się z wsparciem grupy. To częste zjawisko z którego warto korzystać w procesie budowania marki, ponieważ czas działa niestety na niekorzyść. Kiedy mija, używając kolokwialnego sformułowania „efekt wow” i sytuacja wraca do codzienności, wówczas zbierają się gromadzone negatywy, które fala wylewają się wszem i wobec, najczęściej w internecie, gdzie tak skrupulatnie staraliśmy się budować markę.

W etapie wzrostowej popularności firmy, miasta czy osoby pojawia się luka z jedynie niewielką ilością krytykantów, reszta to osoby ciekawskie, sprawdzające co się dzieje, co tam powstaje. To jest niepowtarzalna szansa do tworzenia komunikatów, które spowodują budowanie marki takiej jaką chcemy.

Fakt, że w tym momencie jesteśmy na linii frontu i ciągłej obserwacji jest niezwykłą szansą i ogromnym zagrożeniem. Kwestia jedynie tkwi w sposobie wykorzystania tej sytuacji.

Ekonomia behawioralna – podejmujemy faktycznie samodzielne decyzje?

#ekonomiabehawioralna #ekonomia

Żyjemy w czasach, gdy większość narodów jest demokratyczna, wolna, z prawem do podejmowania własnych decyzji. Nasi przodkowie usilnie walczyli o to, żebyśmy mieli szansę żyć bez presji i przymusu. Abstrahując od przymusu płacenia podatków, ubezpieczeń czy nawet opłat klimatycznych – żyjemy w czasach wolnych. Nie chcesz płacić podatków? Nie pracuj. Nie chcesz uiszczać opłat klimatycznych – nie wyjeżdżaj lub nie zatrzymuj się w kurortach.

Nie mniej jednak, politycy chcąc podjąć jakiś krok, muszą się nie lada natrudzić, aby decyzja podjęta przez wolnych ludzi mimo wszystko było zgodna z ich planami rządzenia. Jak? Witamy w świecie rozwijającej się nowej dziedziny ekonomii – ekonomii behawioralnej. Bada ona zachowania konsumenckie, nie zawsze racjonalne oraz wpływ stosowanej manipulacji na podejmowane decyzje.

Barack Obama, zafascynowany tą dziedziną zwołał w Stanach Zjednoczonych specjalny zespół Behavioral Team Insights, który ma opracować sposoby wpływania na zmiany postaw Amerykanów w pożądanym przez rząd kierunku. Naukowcy w dokumencie przedłożonym rządowi napisali: „Nauki behawioralne mogą być stosowane w celu projektowania polityki społecznej, która działa lepiej, jest tańsza i pomaga ludziom osiągnąć ich cele”. Grupa ma korzystać z pomocy agencji reklamowych i zachęt finansowych w celu przekonania obywateli do oszczędzania na emeryturę, zwiększenia efektywności energetycznej, wyrobienia zdrowych nawyków żywieniowych, godzenia się na oddawanie organów do przeszczepu itp. David Cameron tak zachwycił się tą teorią, że w 2010 r. nakazał wszystkim swoim współpracownikom, by podczas wakacji obowiązkowo przeczytali bestselerowe opracowanie dwóch Amerykanów Richarda Thalera i Cassa Sunsteina pt. „Nudge” (w Polsce przetłumaczonej jako „Impuls”). .
Zajmują się zachowaniami odbiorców oraz formułowaniu pytań tak, aby podawane odpowiedzi były zgodne z założeniami. Dzięki temu możliwe było zaoszczędzenie niebotycznej ilości pieniędzy, które miałyby być poświęcone na reklamę uświadamiającą odbiorcom słuszność proponowanych rozwiązań na rzecz manipulacji treścią.

Idąc do konkretnego przykładu, skupię się na jednej z możliwości występującej w tej dziedzinie ekonomii – opcja domyślna. Na czym polega? Na odpowiednim zadaniu pytania mówiąc w skrócie. Zafascynowana praktyką, przejdę do konkretów.

W 2014 r. w sekcji Ekonomii Behawioralnej koła naukowego Liderzy Biznesu przeprowadzaliśmy warsztaty w których sprawdzaliśmy pozyskaną wiedzę w praktyce. Na warsztaty zaprosiliśmy nie związanych z sekcją uczestników w celu zachowania wiarygodności wyników.

Chcąc przeprowadzić warsztat, który będzie miał odzwierciedlenie w życiu codziennym, podzieliłam salę na dwie 15 osobowe grupy, którym zadałam to samo pytanie, ale inaczej sformułowane. Pierwsza grupa, była grupą testową na której sprawdzałam poprawność otrzymanych wyników, druga natomiast była grupą na której sprawdziłam zmianę pytania stosując opcję domyślną wykorzystaną przez Państwo Polskie w kwietniu 2014 r. – wybór między ZUSem a OFE.

Fundusze zbierane aktualnie przez ZUS, finansują emerytury osób, które już nie pracują. Nie jest tak, jakby się mogło wydawać, że płacąc składki, opłacamy swoje emerytury. Ponadto, składki te trafiają do Państwa i są przez nie rozdysponowane. Tym samym, dla rządzących wybitnie nie po drodze było, aby pracujący korzystali z drugiego filaru – OFE (czyli otwartego funduszu emerytalnego na którym zbierane środki w teorii były pomnażane w wyniku stosowanych inwestycji, ale nie zahaczały o budżet Państwa). Nie mniej jednak żyjąc w demokratycznym kraju, rząd nie mógł narzucić decyzji obywatelom. Z pomocą przyszła ekonomia behawioralna i wcześniej wspomniana opcja domyślna.

Jako ludzie, niestety z natury jesteśmy nieco leniwi i ograniczamy pewne aktywności jeśli nie są niezbędne do wykonania. Gdy nie jesteśmy czegoś pewni, staramy się nie podejmować decyzji, które wymagają pewnego ryzyka czy konieczności sprawdzenia informacji. Tak więc, Państwo oczywiście pozwoliło na podjęcie demokratycznej decyzji obywatelom, jednak próbując ochronić się przed „ucieczką” dopływu pieniędzy ułożyli podjęcie decyzji w ten sposób, że gdy obywatel chciał przejść do OFE, musiał przyjść do ZUSu (wykonać ruch), złożyć papier w urzędzie (podjąć przemyślaną decyzję) natomiast jeśli tego nie zrobił, pozostawał w ZUSie. Czyli reasumując, brak decyzji i ruchu – ZUS, podjęcie działania, wyjście naprzeciw – OFE.

Wracając do przeprowadzonego warsztatu. Pierwszej i drugiej grupie zadałam to samo pytanie – Jaki system emerytalny wybierasz? a) ZUS b) OFE. Z tym, że w pierwszej grupie ktoś zbierał kartki od wygodnie siedzących uczestników, w drugiej natomiast, było powiedziane, że osoby, które wybrały opcję b (grupy nie wiedziały co inni mają na kartkach) muszą podejść i wrzucić wypełnioną kartkę do urny. W teorii to były tylko dwa kroki.

Wyniki. Pierwsza grupa u której zbierane były kartki, 14 osób wybrało OFE, 1 osoba ZUS. W grupie drugiej, gdzie osoby chcące dołączenie do II filaru musiały podejść i oddać kartkę, bo w przeciwnym razie zostawały w ZUSie, nikt nie podszedł.

Reasumując. Była demokracja? Była. Obywatele mieli prawo do własnej decyzji? Oczywiście. Z prawnego punktu widzenia, nie sposób znaleźć haczyka.

Kolejnym przykładem, w którym opcja domyślna miała zastosowanie była możliwość oddania organów po śmierci. Akcja rozpromowana była w wielu krajach, jednak w jednych osoby zgadzające się na transplantację sięgały niemal 90% w innych natomiast około 10-20%. Przez długi czas zastanawiano się z czego to wynika. Kultura? Polityka danego kraju? Okazało się, że ponownie z zadanego pytania. W krajach o niskim współczynniku zgadzania się na oddanie organów, należało odesłać kartkę ze zgodą natomiast w krajach w wysokim współczynniku należało odesłać kwestionariusz wówczas, gdy nie wyrażano zgody.

Niepodważalnie w obu przypadkach decyzje były demokratyczne. Wszystko jednak zależy od sposobu zadania pytania. W ten o to sposób, rządzący w zgodzie z demokracją uzyskują wyniki zgodne z założeniami. Wszyscy mają prawo do własnej decyzji, jedyne co stoi na przeszkodzie to własne lenistwo i podatność na manipulację.

Ekonomia behawioralna ma wiele zastosowań – bardziej lub mniej moralnych, ale wszystkie stosowane nie naruszają prawa, jedynie naturę ludzką. Warto więc zastanowić się nad podejmowanymi decyzjami. Zamiast działać pochopnie, warto interpretować, sprawdzać, doszukiwać się przesłanek, które kierują tymi, którzy dane pytanie nam zadają.

Ekonomia behawioralna może być największym przyjacielem, ale także największym zagrożeniem. Klu tkwi w myśleniu 🙂

A czy Ty kiedyś coś sprzedałeś/aś?

Sprzedaż niewątpliwie kojarzy się z procesem kupna – sprzedaży dóbr lub usług na rynku. Kiedy myślimy o tym procesie przed oczami widzimy sprzedawcę, ewentualny tok negocjacji i rezultat – wymianę towaru za opłatą. Możliwości zapłaty jest wiele – wymiana barterowa, finansowa, leasing, odwleczona zapłata itp.

Kiedy zapytalibyśmy „czy jest Pan/i sprzedawcą?” „Czy kiedykolwiek Pan/i sprzedawał/a?” Abstrahując od osób, które są związane z branżą, gro osób odpowiada – nie. A co ze sprzedażą samego siebie? Na to pytanie, wielu z oburzeniem nasuwa się jedno skojarzenie. Otóż nie. Każdy z nas sprzedaje siebie. Sprzedaż to proces próby namówienia kogoś do naszego produktu, usługi, do rzeczy czy w tym przypadku osoby, którą chcemy przekonać, że jest najlepsza.

Sprzedając, pokazujemy zalety, wyjątkowość. I to właśnie robimy za każdym razem kiedy się przedstawiamy. Nowym znajomym, teściowej, rekruterowi na rozmowie o pracę. Sprzedaż  to zainteresowanie kogoś do swoich zalet i racji.  Sprzedają wszyscy, codziennie. 

Pomyślmy, na rozmowie rekrutacyjnej jakie jest najczęstsze pytanie? Oczywiście o zalety i wady, o umiejętności, o naszą konkurencyjność na rynku. Przedstawiamy się, analizując czym wyróżniamy się spośród pozostałych kandydatów, czym przyciągamy. Tak samo w przypadku przedstawienia teściowej czy znajomym. Zawsze analizujemy w głowie jakie cechy jaki styl zachowania będzie najodpowiedniejszy. Co wówczas robimy? Sprzedajemy wizję o sobie. 

Wiedza o sprzedaży jest istotna, ponieważ ułatwia proces przedstawiania się, zrozumienia i zmienia sposób podejścia. Przedstawiając się często mamy w głowie natłok myśli – znamy się przecież całe życie, jest tyle do powiedzenia lub w drugą stronę, co bardziej skromni uważają, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Wiele osób ma problem a autoprezentacja, ale w przypadku case’a „sprzedaj mi ten długopis” po kilkusekundowym zastanowieniu się, przechodzi do wymieniania zalet, opowiadaniu o tym, jak może on zmienić nasze życie, jak nasz podpis tym niebieskim tuszem wpłynie niebiańsko na jego wygląd. Natomiast w przypadku, gdy mamy opowiedzieć o sobie, wydaje nam się, że odbyte praktyki w którym pomagaliśmy w zarządzaniu biurem, umiejętność pracy w grupie potwierdzona działaniem w kole naukowym, samorządzie czy pracy nie jest już tak istotna w naszym odczuciu. BŁĄD. 

Kiedy przedstawiamy się, kiedy uczestniczymy w rozmowie rekrutacyjnej musimy myśleć o sobie jak o długopisie. Jeśli w parę sekund jesteśmy w stanie wymyślić nawet najbardziej górolotne zalety dlaczego nie możemy znaleźć ich w naszej działalności?

SPRZEDAŻ. W czasie kiedy chcemy zbudować swoją markę nie możemy ukrywać się za zasłoną skromności, ale musimy pamiętać o tym, że przedstawiając siebie uczestniczymy w procesie sprzedaży. Od tego jak będzie wyglądać ten proces, zależy jedynie od nas samych. Czy będzie nachalny, a każda cecha otoczona hasłami marketingowymi, czy będzie to realny opis naszej działalności, umiejętności, które posiadamy i którymi się wyróżniamy. Należy do tego podejść systemowo. To od nas zależy w jaki sposób chcemy się przedstawić, ale to co najważniejsze to pamiętać, że to nic innego jak proces sprzedaży 🙂

#Realtimemarketing pomiędzy Wszystkimi Świętymi a Halloween

Marketing to proces, który ma na celu kompleksowe zaplanowanie i przeprowadzenie kampanii reklamowej marki w czasie której zostanie nawiązana relacja z odbiorcą. Marketing jest narzędziem służącym budowaniu marki, który za pomocą formułowanych przekazów, grafik i treści ma na celu przedstawienie danej marki, pomóc w stworzeniu w głowie odbiorcy szeregu skojarzeń związanych z daną marką.

Marketing nie tylko ma na celu ukazanie produktu, ale także uświadomienie odbiorcy jego potrzeby posiadania. Konkretniej.

Dzisiaj, w Polsce obchodzimy Dzień Wszystkich Świętych. Tak jak w przypadku wszystkich uroczystości i to święto jest prawdziwym festiwalem marketingu firm. Jak w czasie tak spokojnego i pełnego refleksji dnia możliwy jest marketing kojarzony przez wielu z natarczywością?

Marketing ma to do siebie, że ten najskuteczniejszy jest elastyczny wobec różnych wydarzeń. Trudno osiągnąć sukces marketingowy planując na długo naprzód, ponieważ żyjąc w czasach o wysokiej zmienności, trudno przewidzieć wszystkie zmiany, różne wydarzenia (jak np. kompromitacje polityków czy celebrytów), które mają miejsce. Przede wszystkim, dzisiejsza reklama, jak już wspominałam, nie jest jednostronnym komunikatem, ale bodźcem do rozpoczęcia procesu komunikacji. Jest tworzona tak, aby wywołać reakcję, nie tylko odbiór. Tym samym, marketing musi żyć blisko najważniejszych wydarzeń, blisko grupy targetowej.

Dzisiaj, w czasie Dnia Wszystkich Świętych, mogłoby nam się wydawać, że pogrążeni w zadumie nie ulegamy krzykom reklamowym. Nic bardziej mylnego. Niegdyś, wystarczył mały znicz i modlitwa. Aktualnie, groby wypełnione są bukietami różnorodnych kwiatów, zniczy na baterię czy z melodyjką. Coraz częściej przy grobach pojawiają się ławki a wokół krzewy czy zasadzone drzewka. Odporność?

Idąc na cmentarz z kieszeni ubywa nam monet na rzecz zbiórek pieniędzy – odnawianie grobów, opieka nad starszymi, chore dziecko itd. Większość rzuca do puszki niewiele się zastanawiając nad „zbiegiem okoliczności” pojawienia się akurat wtedy wolontariuszy. Kiedyś, puszki były tylko miejscem wrzucenia monety, dzisiaj ozdobione są zdjęciem ukazujący przedmiot zbiórki. Przypadek? Nie. Większość z nas jest wzrokowcami. Gdy usłyszymy o zniszczonych grobach zrobi nam się przykro, ale gdy zobaczymy widniejące zdjęcie zrujnowanego nagrobka na puszce, a następnie przechodząc przez cmentarz będziemy dostrzegać już tylko zniszczone mogiły – monety same wypadają z kieszeni.

Oczywiście, nie jest to przykład marketingu agresywnego, ale prawdziwego #realtimemarketingu. Prawdziwie elastycznego podejścia. Gdy w innych okolicznościach zobaczymy tą samą puszkę z tym samym zdjęciem, nie wywrze na nas takiego wrażenia jak wtedy, gdy będziemy przechodzić koło podobnych miejsc.

Zaduma, spokój, chodzenie między grobami.. Aż w powietrzu można wyczuć patos tej sytuacji i potrzebę wczucia się w nią. Tam, gdzie wielkie wydarzenia, często pojawiają się kontrowersje. HALLOWEEN! Jak już wyprzedamy znicze, kwiaty, impregnaty do czyszczenia nagrobków, ławki to czas zarobić na zabawie. Czy bardziej czy mniej się zgadzamy, na imprezach można zarobić, w szczególności tych przebieranych. Oczywiście, 1 listopada to czas zadumy, ale niektórzy poszukują powodu do zabawy, do wyrwania się.

Impreza halloween’owa w klubie – przebrani wchodzą za darmo, czasem nawet i drink darmowy. Czyżby klub wspierał fun? Poniekąd. Jednak, to miejsce, które zgromadzi największą liczbę osób przebranych, przyciągnie także gapiów. Ten sam klub po opublikowaniu zdjęć z imprezy, zwiększy zainteresowanie odbiorców, którzy będą like’ować zdjęcia, udostępniać je dalej a co za tym idzie –  zwiększać zasięgi – polubienia postu widzą nasi znajomi, udostępnienia niemal wszyscy z listy kontaktów. Jeden drink dla klubu, który kupuje alkohole w hurtowych cenach to nie jest koszt nawet paru złotych, ale na marketing internetowy  wydaliby setki aby osiągnąć ten sam efekt popularności postu, koszty byłyby nieporównywalnie wyższe. I wszyscy są zadowolenia – sklepy sprzedały parę kostiumów za krocie (bo przecież okazje powodują, że ceny rosną, ponieważ gdy jesteśmy zmuszeni do zakupu w danym czasie jesteśmy też gotowi zapłacić więcej), uczestnicy z darmowym drinkiem są zadowoleni, tak samo jak klub. Proste, prawda? 🙂

„Jestem polakiem, nie obchodzę halloween!” Wiecie kto tutaj zyskuje na promowaniu buntu przeciw imprezie halloweenowej? Skoro jestem polakiem i wystrzegam się imprez zagranicznej tradycji to przydałoby się zamanifestować trochę nasz patriotyzm, nieprawdaż? Nikt tak szeroko nie trzyma ramion otwartych jak sklepy z patriotyczną odzieżą. Flaga? Bluza? Może delikatniej – koszulka?

„Niech wiedzą co myślę o halloween! Prawda, Panie sprzedawco?” „Ależ oczywiście, ale wie Pan/i, polecam bluzę do tego z pięknym herbem Polski, może być zimno i jak zasłoni Pan/i koszulkę nie będzie widać napisu..” Najłatwiej zarabiać na ludziach w euforii i w poczuciu konieczności wyrażenia się.

Nie jest to oczywiście nic negatywnego, wręcz przeciwnie. Ale pamiętajmy, że to jest przykład ujawnionej potrzeby. Zespół marketingowców opracował treści, które a w naszych głowach stworzyły komunikat – chcę pokazać swój patriotyzm. Uważacie,  że jest inaczej? Porównajcie ilość osób z patriotyczną odzieżą w tym roku a w poprzednim. Kontrargument, który może się pojawić – potrzeby były, ale wcześniej nie było tyle sklepów w których można było znaleźć patriotyczną odzież. Nie? Od dekady istnieją sklepy w których można dostać koszulkę z dowolnie wybranym logiem. Po prostu wcześniej, mieliśmy potrzebę o której istnieniu nie wiedzieliśmy.

Psychologowie są od tego, żeby nas poznać, lekarz, żeby sprawdzić a marketingowiec od tego, aby ukazać nam nasze potrzeby, aby je uświadomić. Dlatego też, dla firm tak istotne jest aby zatrudnić profesjonalistów na tym stanowisku, bo oni są motorem napędowym zysków.

Popijając kawę, życzę spokojnego dnia dzisiaj i nie przejmujcie się, ja też dam się namówić na większy znicz, który będzie dłużej świecić, po to aby być lepszą od cioci Grażyny (którą serdecznie pozdrawiam!) 🙂

Kongresy, konferencje, szkolenia. Tym razem, kongres profesjonalistów IT

Proces rozumienia ekonomii, biznesu i zmiana swojego stylu myślenia to proces czasochłonny, który wymaga nakładu siły i energii. W życiu nie tylko ekonomisty, ale każdej osoby sfokusowanej na karierę, stały rozwój i doszkalanie się jest elementem nieodzownym.

Co interesujące, celem głównym uczestnictwa nie jest tylko pogłębianie swojej wiedzy, ale.. praca nad powiększaniem sieci kontaktów biznesowych. Kontaktów, które pozwalają na zwyciężenie na szalenie konkurencyjnym rynku jak ówczesny.

27 października uczestniczyłam w Kongresie Profesjonalistów IT w Rzeszowie. Wydarzenie to ściąga osoby z branży IT, ale nie tylko. Zainteresowani to osoby poszukujące nowych rozwiązań, które usprawniają pracę, komunikację, relacje z klientami. W czasie kongresu, którego uczestnikami są głownie menadżerowi i prezesi firm, wiedzę czerpią nie tylko z prelekcji, ale także z networkingu kawowego w przerwach. To co było bardzo in plus, to świadomość organizatorów i zarządzenie 30 minutowych przerw. Dzięki temu uczestnicy mogli wymienić się poglądami, wizytówkami, ale także zapytać o pewne aspekty występujących w mniej oficjalnych okolicznościach.Prelekcje są częścią oficjalną w czasie której przedstawiane są fakty, reklamowane firmy czy produkty. Po zakończonych wykładach padają pytania, jednak te prawdziwe z najbardziej realnymi odpowiedziami wypowiadane są w części nieoficjalnej.

27 października na scenie kongresu w hotelu Rzeszów wystąpili przedstawiciele m.in. sony, vega.com, IDEO, ITworks, ALTkom Akademia, PayU i wielu, wielu innych. Wydarzenie prowadzili reprezentanci ze Stowarzyszenia Informatyka Podkarpacka: dr Dariusz TWORZYDŁO, dr Grzegorz HAJDUK.

W ostatnim wystąpieniu Tomasz OLENIACZ | Wiceprezes Zarządu Vega.com S.A. skierował swoje rozważania na dzisiejszy efektywny styl biznesu. Konkurencja konkurencją, ale wymiana usług i wysoka współpraca (o outsourcingu już niebawem) są w stanie sprawić, że usługi firm staną się bardziej kompleksowe i konkurencyjne. Kolejną interesującą kwestią było zdefiniowanie dzisiejszego klienta jako osobę domagającą się kompleksowej obsługi, czyli takiej, która będzie zawierać wszystkie niezbędne elementy i będą one w ofercie firmy a nie jak niegdyś, kiedy klient musiał szukać wielu firm do zrealizowania jednego zamówienia.

Prelekcje były różnorodne. Jedne omawiały proces komunikacji z klientem – m.in. zarządzanie reklamacjami firmy IDEO, inne skupiały się wokół usprawnienia biznesu wewnątrz firmy – np. BOTHER, który przedstawiał sprawne drukowanie. Były także wystąpienia przedstawiające nowoczesną technologię jak SONY i inne spojrzenie na możliwości kamerowania czy fotorelacji, ale także pojawiły się tematy z zakresu narzędzi do sprawnej komunikacji wewnątrz firmy – ITworks czy omawiające istotę udziału w certyfikowanych szkoleniach – ALTkom Akademia.

Dlaczego warto być uczestnikiem tego typu wydarzeń będąc studentem? To możliwość poznania ludzi biznesu w mniej oficjalnych okolicznościach, to szansa na zrozumienie i próbę wejścia do ich świata. Zaczynając wcześniej, jesteśmy w stanie przystosować się do tego typu wydarzeń. Mogłoby się wydawać, że do czasu założenia biznesu przez ludzi młodych technologia i narzędzia się zmienią, więc obecność teraz  w tego typu eventach to strata czasu. Nic bardziej mylnego. Warto zrozumieć już teraz kierunki zachodzących zmian, wykorzystywane narzędzia i nieskuteczne czy skuteczne rozwiązania. To pozwala na zrozumienie specyfiki oraz przewidzenie ewentualnego miejsca w jakim będzie technologia za parę lat. Ponadto, wcześniej wspomniana sieć kontaktów. Obserwowanie na twitterze, linkedInie czy Facebook’u firm jest niczym w porównaniu z bezpośrednim kontaktem, zapoznaniem. Nigdy nie wiadomo który kontakt, kiedy będzie potrzebny.

Ekonomia, E-commerce = #E-biznes Festiwal w Rzeszowie

#e-commerce #ebiznesfest #ekonomia #sfbcc

Bycie ekonomistą to nie tylko zdobywanie teoretycznej wiedzy, ale przede wszystkim, przekuwanie jej na wiedzę praktyczną. Nawet najlepsi teoretycy, muszą wprowadzać korekty na podstawie analizy aktualnej sytuacji na rynku.

Ekonomia to nie tylko analiza zjawisk zachodzących w gospodarce, ale także marketing, budowanie marki, a w dobie digitalizacji także zahacza mocno o e-commerce.

W czasach rosnącej popularności internetu sukces firm, które są nieobecne w sieci, na dzisiejszym rynku jest niewątpliwie ciężki. Świadomość konieczności budowania wizerunku w internecie przez firmy rośnie z każdym rokiem, jednak.. rośnie także ilość popełnianych błędów. Możliwości złych rozegrań jest wiele. Najczęściej powtarzającym się błędem jest powierzanie prowadzenia stron w mediach społecznościowych  stażystom czy praktykantom. Pracę tę wielu zarządzających traktuje jako niezbyt istotną, ale wiedzą, że warto być widocznym w sieci dlatego zamiast zatrudniać profesjonalistów powierzają ją wcześniej wspomnianym osobom niedoświadczonym lub osobą niezwiązanych z tematyką mediów społecznościowych – np. komuś w firmie kto niekoniecznie jest specjalistą od marketingu internetowego.

Czy warto być obecnym w internecie? Tak, warto być, ale nie obecność jest najważniejsza, ale jakość profilu i prowadzonej komunikacji. Słusznie użyłam tu słowa komunikacja a nie reklama. Dlaczego?

Dzisiejsze czasy zmieniły reklamę. Firmy nie przebijają się już tylko oryginalnością przekazu, ale to co najważniejsze to starają się „zaczepić” rozmówcę, nakłonić go do rozmowy, do rozpoczęcia procesu komunikacji. Relacja jednostronna (jak np. reklama w radiu czy telewizji) odchodzi powoli do lamusa. Klienci są bardziej wybredni, żądni informacji, zauważenia, a nie tylko potraktowania ich masowo.

Tym samym, potrzeba dzielenia się wiedzą przez specjalistów z branży jest szalenie istotna i była powodem pracy nad ogólnopolskim projektem #ebiznesfest.

Czym jest e-commerce dla mnie? Jest aktualnie powodem przestoju w publikacji postów na bloga, ponieważ zostałam koordynatorką #E-biznes Festiwal w Rzeszowie którego realizacja pochłonęła cały mój wolny czas. Czym jest #ebiznesfest? To projekt Studenckiego Forum Business Centre Club – organizacji, której jestem przewodniczącą w Regionie Rzeszów.

Target? Osoby pracujące, freelancerzy, osoby zainteresowane tematyką e-biznesu.

Dlaczego warto? Potężna dawka wiedzy, którą uczestnicy eventu dostają w prelekcjach od praktyków z branży.

 

Kim byli prelegenci?

Festiwal rozpoczął dr Tomasz Hermaniuk – właściciel firmy Nextep, doktor nauk ekonomicznych, adiunkt w Katedrze Marketingu i Przedsiębiorczości UR. Autor kilkudziesięciu publikacji naukowych wydanych w kraju i za granicą. Opiekun Studenckiego Forum Business Centre Club, Prezes zarządu Stowarzyszenia Przyjaciół Wydziału Ekonomii UR – Mercatus, Kierownik Centrum Marketingu Produktów Spożywczych. Od 2003 roku jest cenionym trenerem biznesu specjalizującym się w zagadnieniach związanych z marketingiem, sprzedażą, przedsiębiorczością, planowaniem biznesowym i szeroko rozumianymi „umiejętnościami miękkimi”. Występuje jako ekspert w krajowych i międzynarodowych projektach biznesowych. Z tematem o osiąganiu celów i planowania biznesowego.

A co po wprowadzeniu? Dariusz Kopyto – ze startupami związany od pięciu lat. Od ponad roku prowadzi dwa własne projekty: @SWIPER – aplikacja, która ma łączyć ludzi i dostarczać informacji o tym co dzieje się w otoczeniu użytkownika oraz @DRIVO – startupu, który ma ratować życie podróżujących pojazdami.  O aplikacjach czyli – StarUp – jak zrobić.

Łukasz Bukowiec – Trener, członek Klubu Trenerów Biznesu specjalizujący się w szeroko rozumianej branży e-commerce, który opowiadał jak założyć sklep internetowy i udowodnił, że nie jest to ani trudne ani kosztowne. E-sklep w praktyce – czyli jak założyć własny sklep internetowy i dlaczego wcale to nie jest takie trudne?

Adriana Kuś, która w branży internetowej działa aktywnie już od 2007 roku, posiada bogate doświadczenie wynikające z wielu zrealizowanych projektów. Swoje pierwsze kroki w branży e-marketingowej stawiała w krakowskiej agencji interaktywnej Yeslogo, gdzie realizowała projekty wizerunkowe związane z  obecnością marek w Internecie. Obecnie, w agencji interaktywnej Ideo i jej marce podległej Ideo Force, jako doświadczony koordynator kampanii e-marketingowych. Opowiadała o niestandardowych kampaniach reklamowych. Niestandardowe kampanie reklamowe – 3 historie o sukcesie i dobrze wykorzystanym potencjale.

Dr Grzegorz Hajduk – właściciel agencji marketingowej One Voice, wykładowca na Uniwersytecie Rzeszowskim, ekspert z zakresu komunikacji marketingowej, konsultant.
Autor i współautor kilkudziesięciu publikacji naukowych poświęconych kwestiom skuteczności komunikacji oraz analiz, raportów, strategii rozwojowych, wizerunkowych i marketingowych. Doradca z zakresu brandingu i strategii pozycjonowania marki. Opowiadał o o tym jak skutecznie komunikować się w internecie – o sposobach, błędach i must have. Komunikacja marketingowa jednym głosem – od czego zacząć?

Ireneusz Stadler – na codzień Creative Director w Agencji Reklamowej GreenFly, od 10 lat pracuje w branży reklamowej – planuje, projektuje, tworzy i wdraża. Certyfikowany Specjalista Google Adwords, Analytics i You Tube, prowadzi cykliczne szkolenia z zakresu SEO i SEM. Uparcie wierzy, że każdego stać na dobrą i skuteczną reklamę. A o czym mówił w czasie prelekcji? O tym jak się reklamować nie bankrutując przy tym, a także o możliwościach jakie daje dzisiejszy internet. „Opowiem Wam historię.” Oparte na faktach współczesne metody działania w sieci.

Patryk Buczyński – Odpowiedzialny za analitykę oraz rozwój kampanii efektywnościowych w agencji interaktywnej FEB (Fabryka e-biznesu). Zwolennik strategicznego podejścia w planowaniu i rozwoju marki. Do nowych wyzwań podchodzi metodycznie, tworząc logiczny proces prowadzący do celu. Otwarty na nowe koncepcje kreatywne i technologiczne. Obecny zarówno w projektach promocji start-upów, jak i globalnych marek o ugruntowanej pozycji.  O kliszach w marketingu internetowym.

Dla tych, którzy nie byli obecni na #e-biznes Festiwalu w Rzeszowie 2016 mają szansę nadrobić zaległości w czasie finału ogólnopolskiego – 16-17 listopad Kraków 🙂 Będę na pewno, mam nadzieję, że do zobaczenia! 🙂

 

Branding, branding and economy!

Niestety, w ostatnim czasie miałam przestój z publikacją. Było to wynikiem pracy nad kolejnym artykułem, tym razem na międzynarodową konferencję połączoną ze szkołą lenią w Rostov-on-Don w Rosji – 6th ASECU Youth International Conference and Summer School.

Ekonomia zawiera w sobie szeroki wachlarz tematów, dlatego ekonomiści to nie osoby o określonej, ścisłej wiedzy merytorycznej, ale osoby, które posiadają umiejętność analizowania pewnych aspektów i zdolność rozkładania zjawisk na czynniki pierwsze po to, aby zobaczyć głębszy sens.

Naturalne jest, że ekonomiści nie zajmują się głównie jednym tematem, ale odrębne zagadnienia potrafią „ściągnąć” w jedno miejsce. Gdzie? Do ekonomicznego sensu. Tym samym, w czasie publikowania treści, niektóre tematy mogą wydawać się z początku odrębne.

W czasie konferencji, wygłaszałam artykuł na temat city brandingu i jego wagi. Tak jak już mam nadzieję, większość przekonałam do istoty świadomego budowania swojego wizerunku, tak nie do końca wiadomo jak budować markę miast. Wiadomo, garnituru czy obcasów nie założymy podniszczonym budynkom, żeby zacząć od tego łatwych zmian wizualnych zmiany swojego wizerunku, więc?

Zaczynając od początku. Przed rozpoczęciem jakichkolwiek zmian, ważne jest aby znaleźć i zrozumieć ich sens. Dlaczego rządzący powinni świadomie budować wizerunek swojego miasta? Co ma do tego fakt, że znajdujemy się w dobie digitalizacji? I najważniejsze, jaka tu rola ekonomisty?

Nie od dziś wiadomo, że turystyka niewątpliwie napędza gospodarkę miast. W jaki sposób? Jeśli turysta kupi małą (ale w większości przypadków – drogą) pamiątkę, sprzedawca zyskuje. Jeśli tych turystów pojawia się więcej, wówczas sprzedawca po odjęciu wszelkich kosztów utrzymania sklepu i pozyskania towaru, ma szansę na ZYSK a co za tym idzie, ma pieniądze na wydawanie ich w innych miejscach, gdzie sytuacja się powtarza. W miastach w których turystyka dopiero rozkwita, pojawia się zjawisko nadwyżki pieniędzy, które mieszkańcy posiadają, ale nie mają ich gdzie wydawać dalej. Wówczas pojawia się nisza, czyli możliwości zarobienia dla nowych przedsiębiorców poprzez stworzenie potrzebnych rozwiązań, które nie mają aktualnie konkurencji. Powoduje to, że zarówno mieszkańcy jak i inwestorzy z zewnątrz mają szansę na dorobienie się w danym miejscu. Rozwój gospodarczy miasta następuje stopniowo, ale od intensywności zależy tylko przedsiębiorczość mieszkańców i rządzących.

W takim razie, jak wykorzystać fakt, że żyjemy w dobie digitalizacji?

Niegdyś, turyści miejsca swoich podróży wybierali na podstawie opinii znajomych, śledzenia map. Później, pojawiły się atlasy podróżnicze, spotkania z podróżnikami. Dzisiaj, żyjemy w świecie, którym zawładnął internet. Zanim turysta podejmie decyzję gdzie jechać, sprawdza informacje na forach internetowych, zdjęcia zamieszczane w internecie, strony miast. Dlatego też, jeśli rządzący chcą wypromować swoje miasto, muszą zadbać o jego wizerunek w sieci. Muszą na bieżąco sprawdzać informacje jakie pojawiają się w sieci na temat ich miasta po to, aby być na bieżąco ze zmianami – czy wyskakujące treści są interesujące i przyciągają potencjalnych turystów, inwestorów czy nawet ludzi skłonnych do osiedlenia się.

City branding jest tematem nowym. Świadomość ludzi na temat wagi budowania wizerunku miasta w sposób zgodny z założeniami i pragnieniami odnośnie pokazania tego co najważniejsze i najlepsze w mieście istnieje od zawsze, ale świadome działania i ich istota w procesie budowania marki to temat nowy, nie przez wszystkich jeszcze znany.

Tak jak większość osób zdaje sobie sprawę z tego jakie budynki eksponować w mediach lub wydarzenia czy atrakcje, tak nie wszyscy zdają sobie sprawę z faktu, że także znane osoby wpływają na wizerunek miasta niezależnie czy w sposób pozytywny czy budując czarny PR.

Głównie, politycy są kojarzeni z miastami, ponieważ występując w mediach, podany jest ich region z jakiego występują, w przypadku gwiazd – aktorów, piosenkarzy, znane są jedynie nazwiska a nie miejsca ich urodzenia.

Ale to co najważniejsze waga marketingu szeptanego. Nad wizerunkiem powinni także pracować mieszkańcy i.. faktycznie tak robią. Badania pokazują, że mieszkańcy, pytani o chociażby osoby kojarzone z miastem, wspominają jedynie te pozytywne – dobrych polityków czy gwiazdy. Osoby z zewnątrz wymieniają te, które w danym momencie przyjdą im pierwsze na myśl. Jeśli aktualnie w mediach pojawia się „afera” z którymś z polityków z danego miasta, automatycznie wzrasta jego popularność. Co to oznacza dla miasta? Spada jego pozytywna marka a wzrastają wątpliwości. Tym samym, nadzór nad tym z czym kojarzone jest miasto jest szalenie ważny, bo jeśli budzi pozytywne emocje, turystyka rozkwita a za nią gospodarka, jeśli popularność spada – turystyka i gospodarka także.

Koszty alternatywne. Skoro nie sposób ominąć, trzeba nauczyć się z nimi żyć.

Koszt alternatywny, ekonomia

Kolejnym ważnym krokiem, który należy wykonać przed wejściem w świat ekonomii jest zaznajomienie się z pojęciem kosztów alternatywnych, ponieważ jest ono obecne w każdej dziedzinie naszego życia począwszy od życia prywatnego przez zawodowe aż po rozważania na temat wcześniej szeroko omawianego personal brandingu.

Czym są koszty alternatywne? To inaczej koszty utraconych możliwości. Czyli ile kosztuje nas (zarówno w odniesieniu do materialnych jak i niematerialnych aspektów)  podjęcia jednej decyzji kosztem odrzucenia innych możliwości.

Koszt alternatywny (inaczej: koszt utraconych możliwości) jest to suma dochodów utraconych w wyniku niewykorzystania posiadanych zasobów (pracy i kapitału) w najlepszym z istniejących, alternatywnych zastosowań. David Begg, Mikroekonomia

Rozjaśniając podaną definicję przykładem z życia prywatnego.

Dostając wypłatę (lub wpłatę od rodziców) na początek miesiąca stajemy przed szerokim wachlarzem kosztów jakie nas czekają oraz kosztów alternatywnych, czyli tych możliwości, które musimy odrzucić decydując się na dany wybór. Czy przeżyć miesiąc oszczędniej i zamiast kaparów oraz kawioru i hektolitrów whisky, jeść ziemniaki ze sznyclem od mamy a na imprezach raczyć się czteropakiem z promocji, ale za to zaoszczędzić pieniądze na lokatę zamiast przez większość miesiąca żyć jak król?

Jak podjąć decyzję? Rozłożyć obie możliwości na czynniki pierwsze. Co nam da jadanie bardziej ekskluzywnych potraw? Z pewnością jakiś prestiż, gdy będziemy się chwalić znajomym, większe możliwości jeśli chodzi o wybór (kierowanie się tym na co mamy ochotę a nie co jest tanie). Na pewno poczucie luksusu. ALE. Ale zawsze musi się pojawić. Żyjąc oszczędnej i odkładając, możemy zapewnić sobie dobre życie na emeryturze, lub w krótszej perspektywie, wyjazd na wakacje. Ale po co myśleć długoterminowo, lepiej żyć teraz zaraz niż jutrem. Jutra może nie być! Być może. To koszt alternatywny. Każdy wiedziony jest inną potrzebą, każdemu co innego daje szczęście i poczucie bezpieczeństwa. Każdy ma swoją własną piramidę priorytetów. Jednym lepiej jest żyć z poczuciem bezpieczeństwa i są w stanie odrzucić luksus, inni przeciwnie.

Koszt alternatywny, to koszt jaki ponosimy wybierając jedną opcję a rezygnując z innej możliwości.

Kolejny przykład. Idąc do sklepu zastanawiamy się długo nad wyborem prezentu dla mamy, taty, chłopaka czy psa. Zawsze, zanim zakupimy jeden produkt, myślimy co się bardziej spodoba skarpety w bałwanki czy może krawat w mikołaje? Bierzemy krawat, bo syna brata ciotki wujek miał na imię Mikołaj i taki prezent z pewnością przywoła milsze wspomnienia niż skarpetki, które nota bene mogą w nadinterpretacji odbiorcy zostać uznane za obrazę- że niby ja jestem bałwanem?

Oczywiście hiperbolizuję, chodzi jedynie o zachodzący proces w głowie konsumenta. Przeciwstawiamy zalety oraz wady produktu w porównaniu do opcji B. Jedne bardziej, inne mniej logiczne, ale zawsze prowadzą nas do podjęcia decyzji jednej kosztem innej.

„No dobrze, ale ja nie chcę wybierać. Uniknę konfliktu kosztów alternatywnych i wykosztuje się (miłość jest ważniejsza od pieniędzy) kupię zarówno skarpetki jak i krawat.” Czy to oznacza, że uniknęliśmy konfliktu kosztów alternatywnych? Nic bardziej mylnego. Przenieśliśmy je jedynie na inny wymiar. Patrząc głębiej, a i owszem nie wybieram już pomiędzy produktem a i b, ale między posiadaniem większej ilości pieniędzy w portfelu kosztem większej paczki upominkowej, która spowoduje, że zapunktujemy w społeczeństwie a stracimy na koncie. Wybieramy pomiędzy wydaniem pieniędzy na kogoś a wydaniem ich na siebie lub ich oszczędzeniu.

Podejmując jakąkolwiek decyzję, zawsze spotykamy się z pojęciem kosztów alternatywnych. Zamieniamy się wówczas w analityków, psychologów, specjalistów. Co to jest? EKONOMIA. Nauka pełna zawiłości i powinności podejmowania decyzji. Wiedza na temat kosztów alternatywnych tłumaczy nam nasze rozdrażnienie w czasie wyboru, uczucie utracenia czegoś, ale także sytuacje gospodarcze i decyzje polityków, ich różnorodność obietnic wyborczych. Wydać na rozwój uniwersytetów, ale podwyższyć podatki czy obniżyć podatki, ale zmniejszyć wykształcenie młodych ludzi w kraju a co za tym idzie, przyszłej kadry pracowniczej?

Dlaczego jedni chcą obniżyć wiek dzieciaków idących do szkół, podwyższyć wiek emerytalny a inna partia wręcz przeciwnie? Przed stworzeniem programów wyborczych, stają przed szeregiem kosztów alternatywnych. Obniżając wiek dzieci idących do szkół, podwyższając wiek emerytalny, zabezpieczają pewność emerytur, ale narażają się na nieprzychylne głosy społeczeństwa o odmiennym zdaniu i innych potrzebach. Co wybrali? Wybrali tych wyborców, którzy kierują się silniej ekonomią, ale wybierając ten target odrzucili możliwość pozyskania głosów opozycji.

Koszt alternatywny w życiu prywatnym pojawia się, jak zostało wspomniane we wstępie, w przypadku między innymi budowania marki własnej.

Jeden przykład nawiązujący do poprzednich wpisów odnośnie personal brandingu. Nasz profil na portalach społecznościowych. Prowadząc swoje konto, musimy podjąć decyzję jak chcemy być odbierani. Szaleni imprezowicze czy ludzie kariery? Politycy, prawnicy, ekonomiści, sprzedawcy? A może szaleni imprezowicze o niespotykanych pomysłach? Hippisi czy twardo stąpający po ziemi?

Aż 70 % osób odpowiedzialnych za rekrutację, sprawdza swoich kandydatów na portalach społecznościowych.

Kosztem alternatywnym, w tym przypadku, jest podjęcie decyzji czy ukazać jak najwięcej szczegółów z życia prywatnego czy dzielić się także zawodowymi osiągnięciami i pasjami. Co dodać a co odrzucić?

Czy ryzykować utraceniem rzetelności czy pewnie i świadomie budować swoją pozycję także w mediach społecznościowych?

Może ktoś powiedzieć, że w takim razie na facebooku nic nie będzie udostępniać lub oznaczy profil jako prywatny i nie będzie musiał podejmować decyzji odnośnie dla kogo i jak publikować na wallu, bo zobaczą informację zamieszczane tylko znajomi. Czy na pewno? Otóż nie. Jeśli oceniamy się jako osoby, których dana praca jest także hobby, pasją, życiem, jeśli mówimy, że jesteśmy otwarci to jak to się ma do zablokowania profilu? Tracimy tak jedną z możliwości potwierdzenia informacji, którą konkurenci mogą wykorzystać. Co więc robić? Zaprzyjaźnić się z kosztami alternatywnymi. Każdą swoją decyzję na temat tego co wrzucić co napisać rozłożyć na części pierwsze i wybrać tą opcję, która będzie dla nas najodpowiedniejsza.

Reasumując, koszty alternatywne pojawiają się w ciągu dnia niezliczoną ilość razy w każdej płaszczyźnie życia i nie sposób jest ich uniknąć a zatem najlepiej jest nauczyć się jak z nimi żyć i jak podejmować odpowiednie decyzje.

Koszty alternatywne uczą świadomości, decyzyjności,ale także pozwalają poradzić sobie ze stratą.

#ekonomia